tekst do wystawy autorstwa Marcina Krajewskiego

°F to nie jest cykl malarski w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. To raczej zbiór obrazów, powstających w tym przedziwnym roku 2020, zebranych pod wspólną nazwą, która wskazuje na najważniejsze, łączące je cechy wspólne – takie jak np. wysoką temperaturę pojawiającego się w nich rozżarzonego, pulsującego koloru. Symbol stopni Fahrenheita kieruje również uwagę widza ku Stanom Zjednoczonym, tak odmiennym od reszty świata, które, po wielu latach malowania amerykańskiego krajobrazu, wciąż jeszcze pozostają dla Piotra Szczura istotnym punktem odniesienia.

            Abstrakcja, ekspresja, hiperrealizm, sztuka naiwna – elementy tych wszystkich, często sprzecznych, stylów możemy odnaleźć w najnowszych obrazach twórcy. Ale te nazwy / etykietki nie mają dla artysty żadnego znaczenia. Kolejne płótna powstają z niecierpliwości, z potrzeby ciągłego szukania nowych możliwości artystycznych, nowatorskiego języka wypowiedzi, badania nietradycyjnych rozwiązań formalnych i przede wszystkim – czystej przyjemności tworzenia. W efekcie widz oglądać może ryzykowne, nieoczywiste kompozycje. Malarz nie obawia się zestawić realizmu z abstrakcją, trójwymiarowości z naiwną wręcz płaskością, tworzyć szokujących połączeń kolorystycznych. Nie mają też już znaczenia klasyczne zasady kompozycji czy perspektywy. Formacje skalne, pełne meandrów i załamań, widziane z punktu widokowego Zabriskie Point, zajmują niemal całą przestrzeń płótna, ukazane są płasko, namalowane podbitymi, wyrazistymi, nienaturalnymi, niemal neonowymi kolorami –  dzięki czemu tworzą wręcz prowokacyjnie dekoracyjne przedstawienie. Ekspresyjnie kładzione linie pędzą, rozbiegają się, rozmazują – zupełnie, jakbyśmy oglądali świat zza szyby mknącego po autostradzie samochodu. Liczy się efekt – wyraz ostatecznego dzieła. Najważniejszy stał się kolor. Ostry, krzyczący, niezwykły – choć przecież wciąż mający swoje źródło w naturze, w barwach nieba, piasku pustyń, zachodzącego słońca – które artysta zapamiętał z czasów swojej podróży do Stanów Zjednoczonych. Kolor – który może zostać uzyskany przy pomocy farb, ale również poprzez włączenie w obręb płótna nowych, pozamalarskich mediów – takich jak neonowe jarzeniówki, które sprawiają, że obraz zaczyna żyć, zmieniać się i przede wszystkim – wchodzić w bezprecedensową, bezpośrednią interakcję z widzem i otaczającą go rzeczywistością. Najnowsze kompozycje Piotra Szczura krzyczą, walczą o uwagę, drażnią. Widz musi się z nimi oswoić. Ostatecznie żyjemy dziś w świecie miliona ulotnych obrazów, które migają nieustannie przed naszymi oczami.

Ponury rok 2020 to czas, w którym dokonuje się, być może najważniejszą do tej pory, zmiana w twórczości Piotra Szczura. Pełne koloru, angażujące widza obrazy zaczęły powstawać już po tym, gdy okazało się, że ze względu na zamknięcie granic, druga wyprawa do Stanów – będąca marzeniem malarza, mająca ponownie naładować jego wyobraźnię, zaspokoić nieustającą potrzebę obcowania z niezwykłością amerykańskiej ziemi – nie dojdzie do skutku. Zamknięty w pracowni Piotr Szczur maluje i ponownie odwiedza miejsca sprzed pięciu lat – tym razem na powierzchni płótna. O dziwo jednak – opisanie Ameryki staje się dziś w dużej mierze tylko pretekstem. Pretekstem do skupienia na formie dzieła. Do eksperymentów formalnych. Osobliwy rok 2020 to dla Piotra Szczura czas absolutnej wolności artystycznej, zerwania z jakimikolwiek ograniczeniami, otwarcia umysłu na zupełnie nowe, nawet z pozoru absurdalne idee.